 Gerard Trefoń i jego bezcenne zbiory
 Gerard Trefoń wśród swoich zbiorów. Z tyłu po lewej Święta Barbara Erwina Sówki
|
|
Niechciane skarby śląskiej sztuki
Dziennik Zachodni, Marek Twaróg; 4 lipca 2006
Największa i najcenniejsza w Polsce kolekcja śląskiej sztuki nieprofesjonalnej, składająca się z ponad 2 tysięcy obrazów - w tym dzieł Teofila Ociepki, Erwina Sówki, braci Wróblów, Jerzego Dudy-Gracza - zalega w pokojach, łazience i kuchni Gerarda Trefonia z Rudy Śląskiej. Kolekcjoner szuka dla tych skarbów jakichś pomieszczeń, ale od lat tylko całuje klamki w śląskich urzędach.
Trefoń kupuje obrazy śląskich mistrzów od pół wieku. Gdy dobiegał siedemdziesiątki, pomyślał o przekazaniu komuś tej niezwykle cennej kolekcji. To skarby śląskiej sztuki - skarby, co istotne, ostatnio bardzo modne. Na handlu nimi czy ich pokazywaniu można by zarobić nie tylko w naszym kraju.
Kolekcjoner próbował zainteresować sprawą m.in. prezydentów Rudy Śląskiej, Zabrza, Bytomia, a także burmistrza Knurowa. Od sześciu lat słyszy jednak, że ma zadzwonić za kilka dni. Prezydenci i burmistrzowie mówią, że nie mają na taką galerię pieniędzy. Nie mają też chyba pojęcia o tym, że Ociepka to międzywojenny twórca jednego z najciekawszych nurtów w śląskiej sztuce, a jego dzieła osiągają coraz wyższe ceny na aukcjach. Nie wiedzą też zapewne, że obrazy Sówki wciąż są poszukiwane, nie tylko w Polsce.
Marek Balcer, burmistrz Mikołowa, niby zainteresował się kolekcją, ale poważniejszych efektów tego zainteresowania nie widać. Próbował też pomóc Jerzy Markowski, znany śląski senator, ale zanim cokolwiek zrobił, przestał być senatorem. Natomiast Jerzy Buzek nie dojechał swego czasu na spotkanie, na którym miano dyskutować m.in. o obrazach należących do Gerarda Trefonia.
Od pewnego czasu ze śląskim kolekcjonerem próbuje nawiązać bliższy kontakt miłośnik sztuki z kanadyjskiego Toronto. Chciałby u siebie stworzyć galerię śląskich obrazów. Gerard Trefoń jeszcze nie zdecydował, czy odpowie na jego ofertę.
Gerard Trefoń od sześciu lat chodzi od urzędnika do urzędnika i próbuje znaleźć pomieszczenie dla swej niezwykłej kolekcji. I od sześciu lat przekonuje się, że urzędnicy w Rudzie Śląskiej, Zabrzu, Knurowie, Bytomiu są mecenasami kultury głównie wtedy, gdy trzeba przeciąć jakąś wstęgę. Ale żeby coś naprawdę załatwić? - Może za jakiś czas - słyszy z ust prezydentów.
Słynne i cenne nie tylko dla Śląska dzieła wielkich nazwisk grupy janowskiej - Ociepki, Sówki, Wróbla, Gawlika - kolejny rok spoczywają w jego domu. Obrazy tych największych (także Dudy-Gracza czy Stellera) wiszą, a reszta stoi na półkach, jak książki.
Jakiś czas temu rozpoczął wędrówki po magistratach i wydzwanianie do gabinetów prezydentów, by zainteresować swoją kolekcją jakichś urzędników. Pierwsza, druga, trzecia wizyta i szok. Nikt obrazów nie chce. - W Rudzie Śląskiej nie ma szans - usłyszałem - mówi Trefoń - Kolejne miasta i też nic. Ostatnio prowadziłem rozmowy z Mikołowem. Też niczego specjalnego nie udaje się załatwić. Jerzy Markowski, kiedyś prężny śląski senator (przez jakiś czas wiceminister), teraz zastępca dyrektora w kopalni Budryk próbował pomóc: - To są niesamowite zbiory, perełki. Sam Trefoń też jest niezwykły. Trzeba mieszkać na Śląsku i kochać tę ziemię, by to zrozumieć - mówi dziś Markowski.
Załatwił dwie lokalizacje galerii: w cechowni kopalni Rozbark, albo w Jadwidze. Ale cóż... sprawa umarła, Markowski przestał być senatorem. Miał pomóc Jerzy Buzek, ale coś mu wypadło i nie mógł przyjechać na spotkanie m.in. w tej sprawie.
Marek Balcer, burmistrz Mikołowa wydaje się, że zainteresował się zbiorami najpoważniej. Ale kolejne koncepcje upadają. Może za parę lat w ośrodku na Sośniej Górze? Balcer jest teraz na urlopie, w jego imieniu uspokaja Michał Pienta z mikołowskiego UM: - W ciągu kilku miesięcy otworzymy Mikołowską Izbę Muzealną. Tam mogłaby trafić część kolekcji. Ale to też nie rozwiązanie. Bo co zrobić z resztą?
Wszyscy mówią o trosce o małe Ojczyzny, ale nikt nie chce naprawdę tej troski okazać. To około 2 tysięcy dzieł, które są całą historią śląskiej sztuki nieprofesjonalnej - mówi Trefoń.
Jerzy Markowski dziwi się, że żadne miasto nie chce skorzystać z tak ewidentnej okazji - szansy stworzenia u siebie wielkiej atrakcji turystycznej.
- Samorządowcy boją się dwóch rzeczy - tłumaczy sobie Markowski. - Przekazania własności jakichś pomieszczeń panu Trefoniowi oraz zaangażowania finansowego w to nowatorskie przedsięwzięcie.
Jego zdaniem jest wiele budynków poprzemysłowych, które można by przystosować na potrzeby galerii. - Sam znalazłbym na to jakieś pieniądze, gdybym miasto dało jakieś budynki - dodaje.
Trefoń marzy: - Mogłyby istnieć dwie wystawy stałe: malarstwa nieprofesjonalnego oraz rzeźby w węglu. Poirytowany nieruchawością samorządów, próbuje sam coś stworzyć. Ale ma 73 lata i trudno mu zdobywać pieniądze. Podjął nawet rozpaczliwą próbę i wybrał się do banku. Jest pan za stary, kredytu nie będzie - usłyszał od bankowca, który nawet nie wiedział, kto to Ociepka.
Od kilku miesięcy ze śląskim kolekcjonerem próbuje nawiązać bliższy kontakt ktoś z kanadyjskiego Toronto. Chciałby u siebie stworzyć galerię. To polskiego pochodzenia działacz kultury, który doskonale zdaje sobie sprawę, jak cenne to zbiory. - Ale jestem rozdarty - gdzie ja to przekażę? Za ocean? Dlaczego to nie może zostać na Śląsku? Nasze dzieci, młodzież - kto to zobaczy? - nie kryje rozżalenia Trefoń.
Które miasto przygarnie śląską sztukę?
Dziennik Zachodni, 11 sierpnia 2006
Jest wola znalezienia siedziby dla wielkiej kolekcji śląskiej sztuki nieprofesjonalnej - taki wniosek można wysnuć na podstawie telefonów, które od tygodnia odbieramy w redakcji. Może w Rudzie Śląskiej, może w Tarnowskich Górach, może w Mikołowie albo Tychach?
Przypomnijmy sprawę. W ubiegły piątek napisaliśmy, że największa w Polsce kolekcja śląskiej sztuki nieprofesjonalnej z obrazami Teofila Ociepki, braci Wróblów czy Erwina Sówki na czele, nie może znaleźć godnego miejsca. Na razie dzieła te przechowywane są u ich właściciela Gerarda Trefonia - kolekcjonera, który zbiera je od 50 lat. Teraz postanowił je przekazać jakiejś galerii czy muzeum, by wszyscy mogli poznać ich wartość. Tyle że śląskie samorządy nie chcą w tym przedsięwzięciu pomóc.
Od ubiegłego piątku dzwonią do nas ludzie zainteresowani kolekcją. Sporo przedstawicieli firm, którzy chcieliby w jakiś sposób pomóc. Odbieramy telefony z samorządów. Wielokrotnie spotykamy się z prośbą, by na razie o takim czy innym telefonie nie pisać - sprawę bowiem próbuje rozpoznać prezydent, burmistrz czy starosta, który nie chce palić tematu w radzie miejskiej czy powiatowej. Ujawniło się Starostwo w Tarnowskich Górach. Z kolei w Rudzie Śląskiej doszło do spotkania z kolekcjonerem, na którym przedstawiono kilka pomysłów pozytywnego zakończenia sprawy. Wielkie nadzieje można wiązać zwłaszcza z jednym domem kultury. Dzwonią posłowie, którzy całkiem prywatnie na razie podpytują o szczegóły. Niektórzy biznesmeni nie rozumieją istoty sprawy - chcieliby kupić niektóre dzieła do prywatnych domów czy siedzib firm. Ale nie o to chodzi - kolekcja ma być udostępniona wszystkim i w całości.
Generalnie niemal wszystkim trudno zrozumieć, że na dzień dobry nie muszą wykładać pieniędzy za obrazy. Wystarczy, że zapewnią porządne warunki ich ekspozycji.
|