O wystawie  
Zaproszenie  
Twórcy  
Galeria  
Media  
Linki  
Info  

 
Wiadomości

 
 




Jego Nikifor. Nowa książka Aleksandra Jackowskiego
 
Aleksander Jackowski "Świat Nikifora"
Projekt typograficzny: Stanisław Salij
słowo/obraz terytoria
Gdańsk 2005

29 sierpnia 2005


 

 
     

Kim był naprawdę? Koczownikiem, debilem i prymitywem czy upośledzonym przez los i społeczeństwo wybitnym i świadomym tego artystą? O Nikiforze pisze Aleksander Jackowski, nie szczędząc jego i innych.
 
Moda na Nikifora osiągnęła apogeum. Jest jednym z tych artystów, których prace są najcześciej fałszowane. Nakręcono o nim cztery filmy, napisano kilka książek i ponad tysiąc artykułów.
 
Bajki i mity
 
Jak twierdzi Aleksander Jackowski - historyk sztuki, najlepszy w Polsce znawca sztuki naiwnej - w swojej najnowszej książce "Świat Nikifora", większość z tego to bajki, mity, legendy i bzdury. Jak to, że miał na imię Jan i nazywano go Tryfonem, choć on sam mówił o sobie Nikifor. Pisano o nim Ukrainiec albo Polak, a był Łemkiem. Twierdzono, że urodził się w roku 1893, a nie dwa lata później jak jest w księgach parafialnych. Wypisywano, że był synem "głuchoniemej Rusinki" Marii Derewniak, praczki Jewdochii Drowniak i znakomitego malarza Aleksandra Gierymskiego albo może pewnego ziemianina, malarza amatora. Ponoć Nikifora porwał przed I wojną jakiś malarz, ale po dwóch latach odwiózł z powrotem do Krynicy (była też wersja o uprowadzeniu przez masonów). Tam rzekomo koczował i "na swym barłogu bardzo wcześnie począł malować akwarelą na każdym kawałku papieru", a jego poślinione wytwory ludzie kupowali z litości. I pod koniec życia miał nawet - jak donosili Ella i Andrzej Banachowie, autorzy książki o Nikiforze oraz wielu jego wystaw - otrzymać nowe mieszkanie z telefonem. Jackowski ironizuje: "Telefon! Nikifor, kiedy był u mnie w domu, podnosił słuchawkę, poza szumem nic nie słyszał. Słyszenia też się trzeba nauczyć".
 
Taki, jakim był
 
W ogóle ironii w tej książce jest sporo. Zamierzeniem Aleksandra Jackowskiego było m.in. rozprawienie się ze wszystkimi legendami, które narosły wokół Nikifora. Autor nowej książki próbuje stworzyć realistyczny portret krynickiego malarza, pokazać go takiego, jakim był. Samotny, drobny Łemko w nieodłącznym kapeluszu, wychowany na pograniczu dwóch kultur, analfabeta, który nie chciał się do tego przyznać i dlatego "podpisywał" swoje obrazy, przepisując różne napisy. Wcale nie debil i dziwadło czy chory psychicznie, lecz człowiek - jak orzekli psychiatrzy, którzy zbadali Nikifora, co opisuje Jackowski - "o wybitnie rozwiniętym talencie wybiórczym", zniszczony ciężkim życiem, zahamowany we wszechstronnym rozwoju przez długotrwałą izolację społeczną. A że bełkotał? Laryngolog stwierdził, że Nikifor miał przyrośnięty język (dziś taką wadę usuwa drobny zabieg).
 
Opiekunowie
 
Autor książki nie szczędzi krytyki pod adresem rozmaitych "opiekunów" i "mecenasów" Nikifora, którzy bawili się jego kosztem. Opisuje, jak znikały obrazy z szuflady malarza albo wyłudzano je w zamian za podniszczoną odzież czy łóżko, na którym on wcale nie chciał spać, bo wolał podłogę. Najwięcej dostaje się Elli i Andrzejowi Banachom. "Banach starał się pomóc Nikiforowi, uchronić go od wywózek [Nikifora jako Łemka dwukrotnie milicja wywoziła z Krynicy, a za żebranie chcieli go wysiedlić - przyp. K.B.], od losu Łemka. Pisząc o nim książki i przygotowując wystawy, gruntował jego sławę, ale i organizował sobie interesujące życie, między innymi wyjazdy zagraniczne. Ze skrzyni Nikifora Banach wziął paręset obrazów...".
 
Dobry i zły
 
Zresztą dostaje się też samemu Nikiforowi. Jackowski podkreśla jego dziecięcość, radosny, dobry uśmiech, ale też dostrzega brzydkie strony charakteru, jak poczucie wyższości z powodu bycia malarzem i pogardę dla innych. Opisuje na dowód pewne zdarzenie z połowy lat 50., gdy Nikifor mieszkał dwa tygodnie u Jackowskiego w Warszawie. Raz malarz z Krynicy oglądał album o martyrologii Żydów w czasie wojny. "Pokazywał palcem zdjęcia prześladowanych Żydów. Sprawiało mu przyjemność, że oni byli bardziej poniewierani niż on, że w hierarchii społecznej stał od nich wyżej, czego miał niezbity dowód. "To pany" - wskazywał na Niemców, jeszcze wtedy w nieskazitelnie czystych, odprasowanych mundurach. Siła budziła w nim respekt, stanowiła widomy znak wyższości. Była okupacja, ale Niemcy Nikifora nie tknęli. Żydzi było gorsi, ich więc zabijano. Poczułem wtedy wstręt. Nikifor nie był ani dobry, ani życzliwy" - wspomina autor. Opowiada, że Nikifor szanował też księży, urzędników (ale tylko w krawatach), wojsko i milicję. Panem czuł się wtedy, gdy... zamieniał się w donosiciela. W życiu np. donosił Jackowskiemu na gosposię. A na obrazach - biskupom i popom na małą dziewczynkę, na Żyda piekarza, na tych, co go krzywdzili.
 
Piękna książka
 
Ogromny szacunek i podziw Aleksander Jackowski ma dla twórczości Nikifora. Nikt inny nie potrafi z taką uwagą, wnikliwością i czułością opowiadać o sztuce krynickiego Kaspara Hausera. Jackowski nie uważa krynickiego malarza za artystę z kręgu art brut, prymitywistę niezależnego od kultury. Przeciwnie - dowodzi znajomości przez Nikifora nie tylko natury, lecz także tradycji malarstwa europejskiego, zwłaszcza cerkiewnego. To wszystko Jackowski opisuje z pasją i wiedzą, pięknym językiem w tej fascynującej książce, pięknie wydanej i z pieczołowitością złożonej przez wydawnictwo słowo/obraz terytoria. Wysmakowana typografia to jedno, a drugie - niezwykle ilustracje. Są to dokumentalne fotografie związane z Nikiforem i reprodukcje nieznanych jego obrazów. Warto poznać takiego Nikifora.
 
Aleksander Jackowski "Świat Nikifora", słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2005. Projekt typograficzny: Stanisław Salij
 
 
Katarzyna Bik; Gazeta Wyborcza Kraków; 29.08.2005


Linki:
 


Copyright © 2005 SztukaNaiwna.com